Kubuś puchatek (18+)
Mruczanka Kubusia - IV

Idzie Puchatek przez las
nagle patrzy w gówno wlazł!
Więc bierze nogę
i wyciera o podłogę.
Kupa była Krzysia
i przykleiła się do misia.
Puchatek po długim zmaganiu,
usiadł zrezygnowany
cały w gównie umazany.
Zawołal Prosiaczka
małego smarkaczka.
Ten gdy go zobaczył
tak się wystraszył,
że aby uciec na czas
pierdnął misiowi w twarz.
Puchatek śmierdząc jak dupa
zaczął udawać trupa.
I aby nie robić obciachu
zakopał nogę w piachu.
| Autor: Lidia | poniedziałek, 14 maja 2007 02:00 |
Mruczanka Kubusia - III

Wieją wiatry, ciągną mrozy
W Stumilowym lesie zima.
Miś już dawno się położył,
Lecz coś niespokojnie kima.
Od wypadku z granatami
Senne dręczą go koszmary
W wódzie smutek topi dniami
Wieczorem odprawia czary.
Czasem Gofer wskoczy z prytą
Opierdolą po calaku.
Raz wpadł prosiak z mordą zbitą
Mało znów nie skończył w piachu.
O miodku zostało marzenie
Pszczoły śmieją się z eunucha
Po jajach tylko wspomnienie
A pała energią bucha.
Do niedawna wiewióreczka
Rano mu robiła laskę
Lecz dostała szczękościsku
I odgryzła żołądź z trzaskiem.
Nagle PUK ! I.. PUK ! Raz jeszcze
W drzwi nieśmiało coś chrobocze
"Idzie kurwa ktoś nareszcie,
Może fiuta choć umoczę".
"Wlazł !", sopranem pisnął misio.
"A buciory mi wycierać !"
Potem lekko skrzywił pysio,
Bo mu właśnie puścił zwieracz.
Nie przejął się zbytnio tym faktem,
Wszak już wcześniej się zdarzało.
I przemógłszy kataraktę
Ku drzwiom się skierował śmiało.
Zaskrzeczały skoble, zamki
Drzwi poddały się lojalnie.
Wtem ktoś mu przyjebał z bańki
I miś zaległ w swoim łajnie.
Tygrys w skórze i baseballem,
Choć w podeszłym nieco wieku
Stawiając litra na stole, rzekł:
"Wstań kurwa ! Co jest człeku !".
Jebnął misia kijem w klatę,
Z fleka zapakował w kiszkę.
Poprzestawiał mu menachę
Potem w dupe wsadził łyżkę.
Za nim królik wpadł do chaty
Podkurwiony nie na żarty.
Też mu porachował gnaty.
"Zaprosiłeś nas na karty!"
"A sam leżysz w kupie gówna,
Pedale z jajec obdarty.
Przyjdzie Krzyś to cię wyrówna
On ci przygotuje PARTY".
Miś zajęczał, pierdnął zdrowo
Wytarł kulfon w gacie brudne.
Chwycił flachę, jebnął ćwiarę
I pierdolnął znów, jak równy.
"To ci palant! Ale bryknął!"
Krzyczał tygrys rozbawiony.
"Od metyla kozła fiknął."
Królik zaś był zawiedziony.
"A skurwysyn, a ladaco.
Ja mu dziwki już nagrałem.
Teraz mi te kurwy na co?"
"Ja bym tam umoczył pałę."
Odparł tygrys i z zacięciem
Już w kieszeni gumy szuka.
Wyjął skręty, jakieś zdjęcie
Gumy nie ma, a to sztuka .
"Chuj i tak mam ADIDASA."
Mruknął tygrys wyjął grosza.
"Reszka - żyję w celibacie,
orzeł dymam bez kalosza".
Drzwi otwarły się powtórnie
I wpadł prosiak najebany.
Chyba nażarł się okrutnie
Bo był cały zarzygany.
A przed drzwiami Kłapouchy
Zapierdolił mordą w schody.
Kaca miał a, że był głuchy
Ryczał, jak słoń "Wody! wody!".
"Skąd ja ci tu wodę wezmę?!"
Krzyknął tygrys "Ty paździerzu!".
Nalał osiołkowi setę,
Ten pierdolnął i już leży.
"Znów się nachlał bez zagrychy,
Słaby sagan ma niebożę.
Ale, jak to lgnie do wódy,
Jak mu nie dasz, zagryźć może".
Tygrys znów w mantykę wpada,
Osioł z misiem grzeją koja.
Królik już na mordę pada,
Prosiak w kącie wali konia.
Krzyś nie dotarł, bo przed domem
Spotkał kurwy (już wspomniane).
Jedną zapierdolił łomem,
Drugą szpadlem wepchnął w ścianę.
Wieją wiatry, ciągną mrozy,
W Stumilowym lesie zima.
Ale nie jest tak tragicznie,
Jebniesz litra, to wytrzymasz.
| Autor: Lidia | sobota, 12 maja 2007 02:00 |
Mruczanka Kubusia - II

Tęskni Krzysio za Puchatkiem,
Za Misiasiem, za Niedźwiadkiem,
"Gdzie Ty jesteś, mój Misiasiu,
Mój Puchatku - Patysiasiu?"
A Puchatek wraz z ferajną
Używają sobie fajno,
Pieprzą w Stumilowym Lesie,
Aż się echo wkoło niesie.
Miś Puchatek Kłapoucha
Dzielnie z tylca w dupę rucha.
Tygrys chociaż straszny leń,
Sowę rżnie przez cały dzień.
Kangurzyca wraz z Prosiaczkiem
Za niewielkim malin krzaczkiem
Przycupnęli sobie chyłkiem:
Ona się wypieła tyłkiem.
Prosiaczek, zwyczajem świni,
Ryjkiem starą dupę ślini.
Zaś Królik jest w siódmym niebie -
Krewnych i znajomych jebie.
Często też się wymieniają,
W nowych pozach się ruchają:
Miś Puchatek na stojaczka
Małego pieprzy prosiaczka.
Tygrys do spółki z Królikiem
Kangurzycę jebią "bykiem",
Sowa przemądzała taka,
Kłapoucha dziobie w ptaka.
A maleństwo wystraszone
Biega, skacze jak szalone,
Gdyż pierdolić się nie umie
I nic z tego nie rozumie.
Krzyś, czekając na Kubusia,
W majtki w końcu się zesiusiał,
A nie mogąc się doczekać,
Chuja sobie zaczął trzepać.
Tak namiętnie walił pytę,
Straszny chałas robiąc przytem,
Że go matka usłyszała -
Przyszła... i mu dupę sprała.
| Autor: Lidia | środa, 09 maja 2007 02:00 |
Mruczanka Kubusia - I

Kubuś Puchatek to miś malutlki.
Nie palił Sportów, nie pijał wódki.
Jedną miał wadę wśród zalet tylu
O męskim ciągle śnił sex-appealu.
Mruczanka, mruczanka, mru...
Był miś Puchatek mała świntusia
Że w poniedziałek - to zaraz musiał
Brał za telefon co stał pod krzaczkiem
Wołał Prosiaczka i... żył z Prosiaczkiem
Mruczanka, mruczanka, mru...
Wtorek zaś misio miał cały z głowy
Los podarował mu obiekt nowy.
Sam Kłapouchy przyszedł do niego:
Weź raz biednego ... Kłapouchego.
Mruczanka, mruczanka, mru...
W środę zaś Kubuś głodnym był misiem.
Rankiem: z Królikiem, wieczorem: z Krzysiem.
I z tego własnie oto powodu
Nie zdążył nawet... zjeść słoika miodu.
Mruczanka, mruczanka, mru...
W czwartek zaś myślał był skrobiąc misę
W jakiej pozycji można z Tygrysem
I gdy się wreszcie był zdecydował
Wziął był Tygrysa i... zdeflorował.
Mruczanka, mruczanka, mru...
Piątek - był za to całkiem fatalny
Bo się ten Tygrys zrobił nachalny.
Kubuś miał dosyć, a Tygrys hardziej:
Że to Tygrysy... lubią najbardziej.
Mruczanka, mruczanka, mru...
W sobotę chęć miał na bezeceństwo
Więc, z braku laku, wziął i Maleństwo.
A potem jeszcze troszkę z innymi,
Z krewnymi troszkę... i ze znajomymi.
Mruczanka, mruczanka, mru...
Jak opowiadał jakiś podleco
To z Kangurzycą miał też co-nieco.
Lecz to są plotki z zazdości brane
Nie był Puchatek... erotomanem.
Mruczanka, mruczanka, mru...
| Autor: Lidia | czwartek, 03 maja 2007 02:00 |
Część Trzydziesta Druga - Mission In Iraq
Wstawał pięknie chujowo mroźny, lutowy poranek. Cała puchatkowa ekipa słodko drzemała w misiowym domku. Kłapouch leżał na podłodze, a głowę miał wgniecioną w jedną z desek od parkietu. Prosiaczek zamknięty w mikrofalówce i jabłkiem w ryjku przypominał staropolską pieczeń. Zającopodobny przez sen marszczył kapucyna wyjękowując imię Kangurzycy. Maleństwo było rozjebane na wschodniej ścianie puchatkowego domu, a jego głowa znajdowała się w tulipanie po Heraclesie, a ten był trzymany przez misia. Znalazł się nawet goofer, którego przednie siekacze były wbite w wentylator na suficie, a goofer pod wpływem siły odśrodkowej kręcił się pod sklepieniem domu. Ale gdzie tiger? Nikt jednak się nim nie przejmował, cała ekipa nie była w stanie otworzyć oczu zaklejonych LSD. Po jakimś czasie Królik wstał, rozejrzał się na około i wycedził:
- oł szit dis moderfaker. coście kufa narobili?! - zaczął płakać zającopodobny widząc strzępy Maleństwa rozpierdolone po całym domu. Prawdpodobnie to, czym miał związane nogi były jelitem małego kangurka.
- i dlaczego mnie tak dupsko boli? czy ktoś mi to może kufa wytłumaczyć wy jebane motłochy?
Wtem obudził się Puchatek i widząc jęczącego Królika przyjebał mu litościwie między uszy z tulipana którego miał w ręku. Głowa maleństwa wyleciała z kawałka butelki i uderzyła w przycisk "Power On" w mikrofali, po czym nieprzytomny prosiaczek zaczął się obracać.
- o kufa! - krzyknął Królik - ratujcie skurwysyna bo wybuchnie jak tydzień temu fiut Paetza! szybko sięgnął po goofera, który właśnie przelatywał na jego głową i przyjebał nim w mikrofalę, która wraz z głową wpółślepego kreta rozjebała się.
Prosiaczek wypadł z komory i się przebudził:
- szo fy kufa obisie? - prosiaczek miał oczy całe w krwi i jabłko wciąż tkwiło mu w ryjku.
- czekaj no qrwa menelu, pomoge ci! - królik nie zastanawiając się jebnął prosiaczka w plecy tym co mu zostało w rękach z goofera. Jabłko wyleciała z prędkością światła, zrobiło kilka rykoszetów, po czym rozjebało się na dupie Kłapcia.
- o tak! czuję tą wilgoć! jeszcze, jeszcze! - zaczął stękać kłapouch. - oł szit! - wrzasnął puchatek - jebnij go czymś bo zaraz zacznie cię ruchać jak wczoraj!
Królikowi nagle się przypomniało od czego go dupa boli, a że miał w rękach tylko dwie tylne kończyny goofera, skorzystał tym razem z usług prosiaczka i jebnął nim w Kłapcia. Obaj polegli w błogim śnie.
Wtem z hukiem wyleciały drzwi wejściowe, podcinając Zająca i lądując między trzonowcami Kłapouchego. Tygrysek wbiegł z krzykiem, mając przymarzniętą rękę do własnego chuja:
- Qrwa, już się nawet odlać nie można! co za jebany klimat! trza stąd spierdalać pókim można, bo qrwa ewolucja nas ominie! łi goł on de holidej! - zawieśniaczył tiger.
- łot ju qrwa pierdolisz? a gdzie chcesz na te holidaje jechać? - zripostował Królik
- jak to qrwa gdzie - tu de Irak! der is a hot klimat. trza by tylko ciutke metalu nabrać.
- ty qrwa bamboclu jeden, a kasiore na wyjazd masz? ostatnie 380000 które zajebaliśmy Rydzykowi przejebaliśmy na heraclesa. ekczuali łi hef łan złoty. i to niecałe! - wyliczył skrzętnie puchatek, wyciągając kilka drobniaków z zażyganej kieszeni.
- łoki, łi hef noł manej soł łi mast goł tu de armyi! - rzekł Tygrysek
- coś ty kufa powiedział? - zapytał już nieźle wkurwiony Królik
- żadnego wyjazdu nie będzie - wrzasnął wściekły Kłapouch, powalająć Tigera kopniakiem w prążkowany ryj.
- chwila moment - krzyknął puchatek - może ten pomarańczowy skurwysyn ma rację - wczoraj jeszcze, jak działał TV, w wiadomościach podawali, że dżordż dablecośtamju busz daje ten million dolars za schwytanie jakiegoś Sodoma chujajna. Może by się wybrać, dorwać skurwiela end łi hef manej, end łen łi hef monej, łi hef de best trunki on de łorld! - zaczął wnioskować polsko-wieśniacko z akcentem czysto biznesowo-marketingowym puchatek
- hi hi, może jakąś arabską dziwkę wyruchamy - powiedział uśmiechnięty i podjarany pomysłem różowy, parówkowaty twór leżący na podłodze sięgając już sobie w gacie
- o kurwa, gdzie mój chuj, gdzie mój malutki! - zaczął wrzeszczeć prosiaczek wkładając rękę w gacie - wy skurwysyny, urwaliście mi go, to na pewno wina tego jebanego zębatego kreta!
- nie pierdol parówo - krzyknął puchatek - wsadź rękę dalej, fiut ci wszedł do rowa w dupie, inaczej byśmy cię nie zmieścili w mikrofali - powiedział z lekkim uśmiechem puchatek.
- uff, a już łątnąłem któremuś przyjebać! - słyszałem że na bakacje jedziemy?
- każdy bierze po skrzynce herka bo trza coś pić, spluwy nam dadzą w woju i idziem! - rzekł przywódczo puchatek
- eeeeee, ten tego, nie chciałbym, ale... - jąkał się Królik
- no wykrzytuś to z siebie! - krzyknęła ekipa
- yyyyyyyyy, a gdzie qrwa jest WKU!?
- hihi, dobre pytanie - powiedział miś
- no to chuj z wycieczki! - zakończył osioł
- łej de mynyt! - krzyknął prosiak - w zeszłym łiku Pipa Krzyś był w WKU i go nie przyjęli, bo się okazał pedałem, idziem do niego!
I cała gromadka wybrała się do Krzysia. Będąc już w iście bojowo-wojskowo-patriotycznych nastrojach, stratowali iście pedalski płotek pod domkiem krzysia i wszyscy na raz wbili się do domu wraz z futryną i poręczami od schodów, które zwisały na kłapciu. Zobaczyli Pipe siedzącego na werandzie i marszczącego pingwina. Zgorszeni tym widokiem podeszli do niego, i kłapouchy szybkim ruchem, przypierdalając Krzysiowi z obrzyna głowę grzecznie zapytał:
- gadaj qrwa chuju jeden, bo oglądać będziesz eden, gdzie to w dupe ci zaglądali, ze do woja cię nie zabrali?! - zarymowało się osiołkowi
Krzyś przestraszony spytał:
- a dlaczego chłopcy pytacie, chcecie iść walczyć za kraj? - spytał zainteresowany Krzyś
- nie jedziemy do Iraku... - krzyknął prosiaczek szybko pohamowany przez glan puchatka
- nie, chcemy zrobić ogólny rozpierdol i potrzebujemy amunicji, więc?
- ach, do Iraku, powiem wam, jeśli weźmiecie mnie ze sobą - odpowiedział Krzyś
- bekon ju madafaka, teraz ta pipa pojedzie z nami i zjebie nam całe holidaje! - wkurwił się Królik
- łan moment, aj hef ajdija - mruknął tygrysek
I wyruszyli. WKU mieściło się w Alkowach Wielkich, niedaleko Piździgrodu, więc mieli w sumie 20 minet spaceru
- ale kurwa ten świat wielki - skwitował niepocieszony sapcerem Królik
- przymknij się futrzaty długouchu, wpierdol dawno nie dostałeś? - uciszył go spokojnie miś
Minęli tablicę Alkowy Wielki i doszli do budynku na którym coś pisało, ale po ostatniej bibie żaden z towarzyszy nie miał jeszcze aktywnego ośrodka zdolności czytania (i tak żaden nie umiał) w i tak skromnych móżdżkach.
- Dobra wchodzimy, tylko bez numerów, musimy się dostać do qrwa woja, bo inaczej chuj bombki strzelił holidejów nie będzie!
Weszli do korytarza i ich oczom ukazał się wysoki pedał, z okrągłymi okularami, długą brodą i kolorowymi piegami na ryju
- coś ty qrwa za jeden bambusie? - przywitał się szczero kłapouch
- witam moi mili - odpowiedział brodacz - Ambroży Kleks, a wy jak mniemam, towarzysze ze 100milowego lasu?
- Panowie! - krzyknął puchatek - to nie ta bajka! spierdalamy!
Wybiegli czym prędzej z budynku, prosiaczek pożegnalnie puścił honorową salwę z UZI żegnając Pana Kleksa i pokierowali się w stronę następnego budynku. Na wielkiej czerwonej tablicy pisało: WKU
Tygrysek niespodziewanie wyrwał Kłapciowi obrzyna i kopnął się do spożywczaka po drugiej stronie ulicy. Nie minęła chwila, a sprzedawczyni leżała rozmazana na ulicy, a kilku klientów zrównanych z chrupkami, konserwami i innymi artykułami spożywczymi. Tygrysek wyszedł zadowolony, trzymając w ręku... śmietanę.
- po co ci to w dupe przeruchany prążkowany bambusie? mama cię nie kochała? - zakwiczał prosiak
- przymknąć kurwa papy, jesteśmy na miejscu pipa wchodzi pierwszy! - zarządził tygrys
- dobrze, robię to dla kraju, dla oświaty, jaką propaguje pan sowa, dla...
- idż qrwa pedale jeden! bo jak qrwa wrócimy to tak zerżenimy Twoją starą... - skwitował puchatek
- yyy... puchatku, jego starą już... - odpowiedział Królik
- to qrwa nic! odkopiemy... - krzyknął wkurwiony miś.
Gdy Krzyś wchodził do budynku, tygrysek szybkim ruchem wylał mu śmietanę w spodnie i kopniakiem posłał przez drzwi. Za drzwiami stał jakiś komandos, wielki jak ja pierdole i zapytał:
- a to qrwa co? czego tu chcesz? - spytał groźnym tonem komando
- do Iraku panie dowódco. Za kraj? - odpowiedział delikatnym tonem Krzyś
- do Iraku? dobra, ściągaj spodnie, pokaż dupsko! - rozkazał zielony
- ale... - Krzyś się zmieszał
- ale już! - zielony się już wkurwił
Krzyś zrobił co mu kazano. Komando widząc w dupie Krzysia coś białego, co wyglądało tylko na jedno, z obrzydzeniem powiedział:
- ty qrwa pedale w dupe przeruchany! mam tu qrwa takich, co się Tobą zainteresują!
i nagle zza stalowych drzwi wyskoczyło dwóch łowców pip!
- mamy cię pedale! - powiedział trzeci z nich!
- już nam nie uciekniesz! - skwitował piąty
- bierzemy go! dziękujemy panie generale Jądramachore! - powiedział ósmy z nich, po czym w siedmiu wyszli z budynku zabierając pipę ze sobą
- ja nie chcę! ja chcę do mamy... beee.... - płakał krzyś
Po czułym pożegnaniu ekipa weszła do budynku i po krótkiej rozmowie z generałem Jądramachore dostali przydział. Okazało się, że Babayagi to jego bliska kuzynka, z którą z resztą ma wspólną matkę i trójkę dzieci, a tak wogóle to Babayagi wcześniej była jego ojcem, tylko że ją wykastrowali i po wstąpieniu do klasztoru, gdzie od mnichów opanowała sztukę tworzenia napoju boguff, zamieszkała w 100milowym lesie.
Miś dostał przydział komandosa, kłapouch sanitariusza, Królik snajpera, prosiak szpiega a tygrys został koordynatorem do spraw bojowo-rozbójniczych i gdy dojadą na miejsce zostanie lufowym w czołgu samego Jądramachore.
Lot był długi i nużący i gdyby nie to, że wzięli herki, byłoby ciężko z ich chorobą lotniczą. Nigdy wcześniej nie latali, więc przedział bagażowy w którym lecieli pływał we wczorajszej kolacji zmieszanej z dzisiejszym śniadaniem, czyli ogólnie w czystym herkulesie, a w wydaniu Kłapoucha jeszcze z dodatkiem borygo i WD-40.
Prosiaczek postanowił się przejść po samolocie, ale na wszelki wypadek wziął ze sobą kochanego bUZIaczka. Zaraz gdy tylko wyszedł rozległy się strzały, samolot znacznie się przechylił, a wystraszeni towarzysze zobaczyli prosiaka trzymającego się prawego skrzydła. Przestraszony Królik otworzył okno, chcąc zapytać prosiaka co się stało, ale dekompresja wyssała ich na zewnątrz i tak po chwili wszyscy już spadali.
- Prosiak, bekonie jebany w dupe przeruchany bamboclu, coś ty kurwa znowu napsocił? - spytał czule puchatek
- jakieś cymbały z walkmanami siedziały z przodu i coś grzebali przy sterach to zajebałem skurwieli, bo kto wie co za jedni - bronił się prosiaczek
- kufa, pszes tego kretyna zginiemy! - zaczął lamentować Królik
- spox - krzyknął tygrys - widzicie tego araba na ziemi? Lądujemy na nim!
Po chwili cała brygada zjebała się na araba powodując ogólny rozpierdol w jego wnętrznościach.
- heh, ale odlot, jeszcze raz, jeszcze raz! - zaczął krzyczeć prosiak
wtem Prosiaka zrównało z ziemią wiadro amunicji posłane przez królika
- ty qrwa różowy świniaku! mogliśmy zginąć przez ciebie, gdyby nie ten pełen poświęcenia machmut! - powiedział prawie z płaczem zającopodobny, spoglądając na araba
- e... ehh.. o... u... ah...... - skwitował arab, po czym odszedł w zaświaty wąchać kwiatki z allahem, krótko mówiąc jebnął w kalendarz.
- panowie, jakaś kreatura nadchodzi, kryć się! - krzyknął miś.
gromadka skoczyła w najbliższe krzaki i zaczęli przyglądać się gościowi który podszedł do spłaszczonego araba.
- ej panowie, gdzieś tą mordę widziałem. - rzekł puchatek - to... to... ten chujajn czy jak mu tam.
- e to za niego jest te ten million czegoś tam? bierzemy skurwiela! - porywczy tygrysek już był przy arabie i przystawił mu spluwę do łba:
- nie ruszaj się turbanogłowy bo cię na wykaqrwałaczki przerobię - rzekł groźnie tiger
Arab nie bojąc się wyciągnął kałacha i sprawnym obrotem przystawił go do głowy tygryska. tygrysek się wystraszył i posrał się ze strachu. Arab spoglądając po nogi zemdlał ze smrodu, który przypominał coś na wzór rozkładającego się wielbłąda podczas pory deszczowej w lasach równikowych Kambożdzy na wschodnim wybrzeżu. Cała gromadka dobiegła do araba i zaczęła go okładać czym się dało.
- ej panowie, za niego jest nagroda, nie możemy go zabić! - powiedział mądrze tygrysek
- fak of tajger, jebany machmut, rozpierdole mu ten turban - prosiaczek nie był rasistą, ale coś go w duszy tknęło - pierdolony qrwa arab! - prosiaczek kopał coraz mocniej, aż nagle jego ryjek zrównał się z kolbą obrzyna kłapcia
- ty debilu, uspokój się - rzekł osioł
- ty skurwysynu, zabraniał mi będziesz!? - prosiaczek wyciągnął bUZIaczka, ale w tym momencie puchatek użył swojego rozjemczego talentu i każdemu przypierolił po ryju z niezawodnego bejzbola.
- nu, spokój ma być! - puchatek w takich chwilach czuł się jak potrzebny ojciec
Nagle zza horyzontu wyskoczył helikopter i wylądował przy gromadce ze 100milowego lasu. Wysiadł z niego jakiś pedał, lekko siwy, w iście pedalskim garniturze i podszedł do ekipy.
- te, to nie ten któremu monika lewaręski ciągnęła? - spytał głośno prosiak
- te, rzeczywiście, jakaś ta morda podobna - odpowiedział spostrzegawczy Królik
- siat da fak ap! to jest qrwa pierdolony dżordż dablecośtamju busz. prezerwatydent junajtet of stejts the american. - stwierdził politycznie puchatek
- oł fak, kill him, kill... będzie konflikt międzynarodowy, będziemy w telewizji - krzyczał podjarany kłapciu
- Hello! - przywitał się koleś w gajerze - Aj bekom in pis..
- Bekon, on coś o tobie mówi - szepnął tygrysek
- ... aj em Dżordż Dablju Busz...
- hihi, i jest z lasu, uśmiechnął się kłapciu
- ...juł ar a hiro, dis men is a de best terorist on de łorld. Kongretulejszyn!
W tym momencie niespodziewanie nadleciał Pan sowa i się wtrącił:
- łej de mynyt, ja go złapałem, nagroda należy się mi! - krzyczał sowa
- o sowa! - krzyknął prosiak
Dżordż słysząc to krzyknął:
- Osowa? Łi ar luking for Osowa bin laden! Soldżiers, tejk him! dis is osowa bin laden, aj łil bi hiro on de łorld! end juł, łot juł łont for chujajn? - dżrodż zwrócił się do 100milowej ekipy
- eee.... - puchatek się zająkał - chłopaki, ktoś wie, co on pierdoli?
Króli będąc światowcem poliglotą i znając wiele języków świata, w tym kilka plemiennych dialektów pedofilsko-dupnych po praktykach u sowy w przedszkolu odpowiedział:
- Das is grit mit dysys men lajk juł, iś bin zaszczycony. łi łont sołm tu drink, sołm łajn...
- o jakim łajnie on pierdoli? - spytał kłapouchy, tracąc cierpliwość
- przymknij się osioł, zając wie co mówi! - odpowiedział miś
- soł... - królik rozglądnął się po okolicy i zauważając dwa wielkie zbiorniki jakby po benzynie i wysokości ok 30 metrów każdy spytał:
- łot is za zbiorniki? - królik wskazał w kierunku zbiorników
- oł, der chujajn hef himself faktory of łajn, de best łajn in de Irak, dej ar ful, juł łont dis? juł hef! - Dżordż zarządził, po czym wsiadł do helikoptera Apacze 64 (nazwa od ilości indian-niewolników napędzających maszynę, wersja exkluzif) i odleciał w pizdu.
- ołkej panowie, myszyn ekompliszt... rzekł dumny królik
- ty qrwa futrzaty marchewkojadzie mów coś załatwił - powiedział niecierpliwy miś - i o co chodzi z tymi zbiornikami?
- chodzi o... i gdy tylko królik im wyjaśnił, nie czekali chwilę dłużej. upajali się w słońcu najlepszym irackim trunkiem, w którym kaper Kłapouch wyczuł nawet odrobinkę Plutonu izotopu 232 v.HardVersion.
- aaale kopie, he he - kwiknął prosiaczek i usnął, a wraz z nim cała ekipa.
Krzyś dobrze się bawił z Don Wasylem, a pan (o)Sowa tłumaczył się, po co mu kamera w przedszkolu. Wszystko skończyło się szczęśliwie.
| Autor: Lidia | wtorek, 01 maja 2007 02:00 |
Część Trzydziesta Pierwsza - Ladybird Ach Ladybird
Nadeszła zima, wszędzie było zimno i wszystko było zamarznięte, a z powodu trzech wybitych szyb w oknach, w domku Puchatka był przeciąg jak w dupie u Krzysia.
- Kurewsko mi zimno !! - uroczo powitał dzień Kłapouchy
- Zamknij ryj i zabij te okna jakimiś deskami, bo zaraz zatkam je twoją dupą!!! - Puchatek był jak zwykle kurewsko bezpośredni.
W tym momencie z kuchni wtoczył się prosiaczek niosąc gar czegoś, co zajebiście pachniało.
- Ruszać się, jebaki leśne, spaghetititi beconese wam zrobiłem!! - jęknął prosiak
- Grzeczniej kurwa! Grzeczniej! - warknął Tygrys.
- A poza tym, co ci odjebało ze nagle dla nas gotujesz?! i skąd do kurwy nędzy wziąłeś mięso i inne jebane składniki?! - dopytywał się Tygrys
- Jak wczoraj robiliśmy ściepe na Heraclesa? to mówiłeś ze nie masz kasy. - Królik powoli wracał do świata żywych.
- Jeszcze wam kurwa źle? miałem 4 zety to walknalem do tej Biedronki?/Stonki? (jeden chuj)za lasem. - jęknął Bekon
- Co ty mi tu pierdolisz w mordę jebany bambusie? co ty? w chuja lecisz ze mną czy się z własnym kutasem na łby zamieniłeś? za 4 zety najebałeś nam cały gar żarcia? - Puchatkowi zaczęły puszczać nerwy.
- No kurwa promocja jakaś była, zew niby dużo, tanio i jeszcze rolkę papieru do dupska gratis dołożyli - Prosiak tłumaczył się jak na spowiedzi.
- Zresztą nieważne skąd, ważne, że jest! - wpierdalamy panowie! - zakończył spowiedź Osioł.
- Ja nutrlisz a czym to popijemy? -zawieśniaczył Zającowaty.
W tym momencie jak na zawołanie do domku weszła największa pipa w lesie - Krzyś!
- Czołem koledzy! - rzucił na przywitanie.
- Spierdalaj - powiedzieli chórem Puchatek, Osioł, Prosiak i Królik.
- Stój kurwa pedale!! - Krzyknął Tygrys. - Po wino nam pójdziesz!! - Kontynuował
- Pojebało cię? Baba Jaga raz na 10 lat czyści aparturę i to właśnie dzisiaj, wina nie będzie!! - Stwierdził Kłapouchy, który właśnie kończył zatykać ostatnie okno deską sedesową.
- Ale mi nikt nie sprzeda wina, poza tym alkohol jest zły. - Krzyś pomału cofał się w stronę wyjścia.
- Stój pedale, powiedziałem - warknął Tygrys i wyjebał pipie z bańki.
- Pójdziesz tam gdzie był Prosiak - do tego owada za lasem i obciągniesz druta jakiemuś żulowi to pójdzie i ci kupi! - Stwierdził pasiasty. - Widzę cię tu za 15 minut, a teraz wypierdalaj!!!
Krzyś wybiegł z domku, a ekipa zabrała się do jedzenia.
- Przecież w 15 minut nie ma szans żeby zdążył - błyskotliwie zauważył Prosiak
- Wiem - będzie kolejny powód żeby mu wpierdolić !! - powiedział Tygrys z szyderczym uśmiechem.
Minęło jakieś półtorej godziny, gdy Krzyś z resztkami spermy na twarzy dotaszczył zgrzewkę "Uśmiechu Millera"?. W domku nikogo nie było ostrożnie postawił zgrzewkę na stole i próbował wymknąć się niezauważony, lecz zatrzymał go znajomy głos:
- Stój pederasto i podaj mi srajtaśme! - krzyknęło coś białego spod drzewa.
Dopiero wtedy pedał dostrzegł Królika srającego pod drzewem - był cały zasypany śniegiem, więc musiał tam spędzić przynajmniej 40 minut. Przy kolejnych drzewach można było dostrzec jeszcze 3 takie srające bałwany. Krzyś podał Królikowi papier i korzystając z sytuacji zdupcył do swojego pedalskiego domku.
- Kurwa już wiesz chwieju jebany, czemu ci srajtaśme gratis dołożyli?! - wkurwiał się Puchatek
- Prawie godzinę wypinam dupę na śniegu i końca nie widać!!! - wrzeszczał Kłapouchy
- To nie moja wina, mięcho musiało być stare - tłumaczył się Prosiak, któremu jako jedynemu nic nie było, bo miał wprawę w jedzeniu różnych świństw i jego żołądek był bardziej wytrzymały.
- Ja ci kurwa dam stare mięcho - ciebie kutasie na mięcho przerobie! - Puchatek tak zagotował, że aż śnieg na nim zaczął się topić.
Tygrys w ogóle się nie odzywał, bo stanął na przeciągu i zamarzł z wypiętym pasiastym dupskiem. Królik, który pierwszy dostał papier poleciał szybko po winiaka, żeby się troszkę rozgrzać. Przyniósł ekipie po flaszce i wtedy w cudowny sposób dolegliwości gastralne ustąpiły
- Zawsze mówiłem, że siara jest lekarstwem na wszystko!!! - ucieszył się Puchatek
- Wnieśmy Tygrysa, bo już się robi niebieski!! - Powiedział Królik
Po chwili już wszyscy sączyli winiaki w domku Kubusia, a Prosiak znów zniknął w kuchni.....
| Autor: Lidia | sobota, 28 kwietnia 2007 04:54 |
Część Trzydziesta - Re-Beer-Olutions
UWAGA: DO CZYTANIA TEJ CZĘŚCI (trochę) POTRZEBNY JEST SŁOWNICZEK ANGIELSKO-POLSKO-WIEJSKI, DOSTĘPNY NA KOŃCU TEJ CZĘŚCI BAJKI.
Pierwszy obudził się Prosiaczek. Zaraz po przebudzeniu, nawiedziła go reflexja, że lepiej by było gdyby to był sen. To co widział było przeznaczone dla marines, a nie dla delikatnego, miłego pro-siaczka (jak nazwała go lokalna dziwka). Dom wyglądał gorzej niż zwykle po popijawach u Kubusia. Wszędzie leżały butelki Heraclesa, piwa, wódy i resztki niezidentyfikowanych prochów. Nie to było jednak najgorsze. Brygada walała się w promieniu 35 metrów od domku. Wszystko za sprawą (s)experymentów królika, który zaczął bawić się zestawem "młody chemik", mieszając spirytus z czteroazotanem erytrytu. Bekon wstał i zaczął rozglądać się za czymś, co byłoby dobre na kaca. Wybór padł na ostrojebną wódeczkę. Po zaspokojeniu pierwszego pragnienia Boczek zaczął budzić brygadę.
-KURWA!!- krzyknęła chórem grupa gdy Świniak próbował pobudzić ich do życia.
-POJEBAŁO CIĘ KURWA DAŁNIE!- Królik był w miarę delikatny.
-NA MÓZG CI PADŁO BEKONIE!- Kłapouch był bardziej rozeźlony
-JA CI KURWA POKAŻĘ (Z)BOCZKU!- Krzyknął Tygrys i chwycił obrzyna
Harmider ogarnął chatkę. Zaczęła się zadyma i po chwili nie było jush ważne kto kogo bije
STOP KURWA STOP!- Puchatek jak zwykle był najbardziej trzeźwy.
-Przestańcie, bo tylko mi tu brakuje kolejnego ciała w ogródku królika. Trzeba wino kupić!
Wszyscy skierowali się do chatki baby jagiTM .
-Cze, babajag! Winko, ale już!- Kłapouch był jak zwykle treściwy
-Wszystko skończone! Wina jush nie ma od tygodnia!
-Jak nie kurwa!
-Naprawdę nie kłamię! Był tu zjazd AA, wszystko wychlali!
-A w ryj by chciała??- Puchatek zareklamował swoje usługi
-W restauracji "pod żabą" należącą do gangster... to znaczy do "byznesmenuff" z okolicy może wam się uda kupić ostatnie butelki.
-Panowie spierdalamy-Puchatek uwielbiał być przywódcą- A tobie(tu spojrzał na babę jageTM) Może to?- Tu wyjął m4a1 zaczął naparzać po całej chatce, rozpierdalając wszystkie towary.
-To nara lemon!- Krzyknął Osioł i wszyscy wyszli
Gdy dotarli do restauracji, zaskoczyła ich wszechobecna pedalskość. Wszyscy zachowywali się jakby ich własny pogrzeb się odbywał. Brygada rozsiadła się przy stoliku, zabierając przy okazji jakimś wieśniakom krzesła. Nagle ujrzeli jędzę ubraną na biało, która kaczkowała w ich kierunku.
-Dzień dobry szanownym klientom. W czym szlachetnym panom mogę służyć?- wazelinę można było zbierać rękoma, więc Puchatek zaczął działać
-Yo Shakira! Zapodaj 10 zgrzewek Heraclesa! Tylko jeno szybko, żebym tam przyjść nie musiał!
-Przykro mi, szanowny panie, lecz nie prowadzimy tak eee, nisko cenionych trunkuff. Źle wpłynęło by to na opinię....
Jak zwykle w sytuacji kryzysowej, gdzie stawka była wyższa niż wino, Bekon wyjął uzi. Każdy z bohaterów wyjął jakąś broń
-A teraz kurwa wino dawać! Żebym was zaraz wszystkich nie musiał!- Tygrys w przypływie alkoholizmu jak zwykle nie panował nad sobą.
-Ale naprawdę szanownych klientów prze...-kelnerka nie dokończyła tych słów. Na jej ramieniu rękę położył jakiś przypierdol w garniturze.
-Panno Olu, ja to załatwię.
-A kim ty kurwa w ogóle jesteś, pajacu?- swej niechęci nie krył Kłapouchy
-Grzeczniej śmieciu, nazywam się Abdul Wisimulacha! Jestem tutaj szefem i grubą szychą!
-Ty, a w ryj ty kiedyś porządnie dostałeś?- Kubuś nie mógł przeżyć, że kolejny dzień może nikogo nie skatować.
-Więc masz to!- to krzyknąwszy Abdul wykonał niesamowicie skomplikowane ruchy, mające najprawdopodobniej na celu unicestwienie naszej drużyny. W wyniku padł na ziemię.
-Nie no kurwa nie po to oglądałem tysiące filmów akcji, żeby mi tu jakiś pajac nie wiadomo skąd wyczyniał jakieś dzikie ruchy- Tygrys nienawidził ignorancji- Łeb ci rozjebię
-Wino będzie moje!- z przekrwawionymi oczami wysapał to co czuł.
Wtem wdał się w walkę z Abdulem. Niestety jakimś chujem ten debil był silniejszy od naszego bohatera. Co więcej, nawet Sperminator nie był tak silny. Cały czas z uroczym uśmiechem blokował wszystkie ciosy Tygrysa i czasem też oddawał
-Kim.. ty kurwa.. jesteś?!!!- Prosiak nie mógł się nadziwić
-No więc, wam muszę to powiedzieć. Jestem Leszek Miller, zawsze odpieram ataki prawicy, więc jestem w tym dobry.
-Więc dlatego jesteś takim chujem! A ta restauracja to pralnia!- Puchatek cały czas wierzył w to że kiedyś wróci totalitaryzm( był misiem o bardzo małym rozumku).
-Ekhem...niczego jeszcze mi nie udowodniono- Na twarzy czerwonego widać było zmieszanie
-Czas na zadymę!- krzyknął królik i wszyscy rzucili się na NajlepszegoPremieraWHistoriiPolski. Lecz znów dane im było przerwać.
-Lesiu, choć tu na chwilę, musimy pogadać.- Jakiś gruby ćwiek był po imieniu z niby-Abdulem- Co to za pajace?
-A, Lew, nimi się nie przejmuj! To jakiś miejscowy element!
-To dam im 17 mln. Dolarów i niech sobie pójdą. Tylko nie mówcie że byłem tutaj. No i ani słowa o skarpetkach. Mam kolorowe a....
-Mówi się, że w kolorowych chodzą tylko pedały!- Krzyknął puchatek, cytując pewną bardzo mądrą posłankę.
-A słuchaj, czy zamiast tych dolarów, moglibyśmy dostać trochę wina?- rzekł Osioł, z nadzieją w głosie, pokazując obrzyna.
-Właśnie, bardzo mnie suszy- Krzyknął pro-siak, wyciągając uzi.
-Mnie też!- Wydarł się Królik, wyciągając AK-47
-To chodźcie, mamy chyba coś specjalnie dla was- Gruby był trochę speszony.
Wszyscy weszli do pomieszczenia, do którego aby wejść trzeba było znać hasło: "To my, grupa trzymająca władzę!". Gdy weszli do środka, zobaczyli znajome z TV twarze, które nie tak dawno obiecywały dobrobyt. Wszędzie było wino marki Heracles, jakże pięknie wyglądające.
-Panowie i Panie, przywitajmy naszych gości, którzy swymi argumentami(tu spojrzał na obrzyna) przekonali nas, abyśmy przyjęli ich na nasze skromne przyjęcie- Lwowi bardzo zależało na pozytywnym przyjęciu, na co pewnie miał wpływ fakt, że Kubuś trzymał m4a1 tuż za jego plecami.
Tak oto nasza brygada znalazła sobie zajęcie na całą noc. Należy tylko dodać, że po raz pierwszy spotkali prawie tak wielkich alkoholików jak oni.
SŁOWNIK ANGIELSKO-POLSKO-WIEJSKI
Załejtuj- od słowa wait, czyli czekać czyli na nasze zaczekaj.
Tejknąć looka- od take a look czyli spojrzeć.
Tejknąć (tejczyć) łoka- od take a walk, czyli iść(gdzieś)
Skikować- od kick, czyli kopać.
Zbanować- od bann, czyli usuwanie kogoś z forum, rozgrywki itp.
Zmejcz- od make czyli robić(czynić).
Yo, Shakira- wieśniackie przywitanie.
Nara lemon- równie wieśniackie pożegnanie.
Bedżinić- od begin czyli zaczynać.
Zmitować- od meet, czyli poznawać(spotkać).
Komitnąć susajda- od comitt suicide, czyli popełnić samobójstwo
Hertnąć- od hurt, czyli ranić.
| Autor: Lidia | czwartek, 26 kwietnia 2007 02:51 |
Część Dwudziesta Dziewiąta - Reloaded
-AAAAAAA!!!- Kubuś obudził się z koszmaru. Śniło mu się że pozabijał wszystkich swych kompanów. Nigdy nie miewał snów, więc wydało mu się to podejrzane.Odpowiedź była blisko. Nasz bohater wraz ze swą brygadą naćpali się LSD, amfą i Bóg wie czym jeszcze.Gdy miś przestał się tym przejmować, zaczął rejestrować szczegóły otoczenia. Prosiaczek zawinięty w dywan chrapał głośno. Kłapouchy z głową w kiblu nie prezentował się najlepiej. Tygrysek poczerwieniał jak chuj, a Królik tradycyjnie w stroju od sado-maso bluzgał się przez sen.
-Chemu mnie biją urrwa???
Puchatek poczuł w sobie instynk macierzyński i poszedł po Heraclesy na rozgrzewkę.Po drodze zajebał rower jakiemuś wiojśniakowi. Wreszcie dotarł do domu Abrakadabrahokuspokuskonstantynopolitańczykowianeczkitrzy, w skrócie zwanej chujem
-Łozap, chuju!-zawieśniaczył Puchatek
-Łozap!-odpowiedziała równie wieśniacko Baba Jaga
-Zarzuć trzy zgrzewki, ale kurwa szybko! Moi kumple zaraz się przebudzą, jak nie będzie wina rozpierdolą wszystko!
Po zakupieniu tego jakże szlachetnego trunku zygzakiem pojechał do chatki.Jednak po drodze zatrzymali go............
-Stać, polu,tfu,policja!
-oł, fak pomyślał głośno Puchatek-kiego chuja się mnie czepiacie?
-Obywatel Puchatek jak mniemam?Ty i twoja banda jesteście oskarżeni o ?tu pokazał długą listę przestępstw- krótko mówiąc: jesteś aresztowany.
Kubuś bez zastanowienia zaczął spierdalać. Wpadł do chatki
-WSTAWAĆ, KURWA, WSTAWAĆ! POLICJA, ŚMIERĆ, ZŁO-po dotarciu do domku miś bzdurzył niemiłosiernie.
-Czego się drzesz skretyniały, pluszowy geju?-Kłapouchy był jak zawsze sceptycznie nastawiony do newsów.
Mówię prawdę, kurwa, bierzemy guny i robimy rozpierdalankę!
Po krótkich wyjaśnieniach drużyna chcąc nie chcąc zebrała w domku Puchatka całą swą broń.
-A kto nas kurwa sypnąl?-Prosiaczek był żądny zemsty i krwii.
-Cała wiocha i Pipa krzyś na początku
-Zajebać gnoja!-Kwiknął Bekon i oczy zaszły mu krwią.
-Coś długo ich nie ma. Zaraz zrobię komuś krzywdę-Tygrysek wymownie spojrzał na misia.
Konwersację przerwało pukanie.
-To oni, kurwa to oni!!-excytował się Puchatek
-Nie wpuścimy ich! Chuj im w ass-zatexcił Królik, lecz seria z uzi Bekona rozjebała i drzwi i listonosza który za nimi stał.
-Sorry, gajs musiałem-zawieśniaczył z uroczą miną na ryjku pro-siak
On ma list do nas!-Otrzeźwiał nagle Królik
-Czytaj długouchy, kurrwa!-niecierpliwił się Tygrys
JE-STEŚ-YYY-CIE ZAJEEEBANI JUŻ YYY TAM JE-DZIEMY. ANTY-TERRORYKURWA WAS ZA JEBIĄ-Królik po wczorajszej bibie miał problemy ze skupieniem.
-O kurwa będą dymy!!
-Fak it oll end fakin noł rigrets-Kłapouch jak zwykle podśpiewywał przed akcją
-Aj hit de lajts on tiz dark sets. Medallion nus, aj heng majself.Saint Anger rand maj nek.- zawieśniaczyli wszyscy.
Robimy tak:Ja,Kłapek i Bekon bierzemy tyły a Tygrys i Królik biorą skrzydła.-Puchatek odnajdywał swoje powołanie dowódcy.Po umiejscowieniu się nasi bohaterowie zaczeli posilać się Heraclesami.Przy15 butelce przerwał im ryk
-Jesteście otoczeni! Wyjdźcie albo my tam przyjdziemy!
-Chyba o to chodzi, debile-Mruknąl Kłapouch
Nagle do domku wjebało się z 10 uzbrojonych pedziów.Wszyscy zaczęli strzelać i rozpoczęła
Ogólnonarodowa zadyma, w wyniku której ucierpiał Królik.W prawej łapie miał 9 kul.
U wrogów nie było najlepiej: tylko jeden przeżył i skomlał o litość co było wymarzoną okazją dla Bekona do wyładowania się; władował 15 kul w łeb polucjanta z odległości 5 cm. Dla antyterrorów strata była to znikoma.Jak było widać, chujów było więcej niż szarańczy.Cały czas wbiegali grupami i ponosili straty. Lecz w końcu i nasza brygada poległa. Przytomny pozostał tylko Puchatek. Jeden z 2 żywych swatów trzymał go na muszce, drugi niebezpiecznie zbliżał się do butelki Heraclesa. W najbardziej dramatycznym momencie pociągnął z gwinta. Tego dla Misia było za wiele. W zwolnionym tempie wbiegł na ścianę,(w tle muzyka z Termin-matura)Zrobił 2 obroty w powietrzu, pochwycił Heraclesa i Obrzyna Kłapouchego. Pociągnąl łyka jak rasowy żul i rozpierdolił wszystkich 5 z pozostałych 2 antyterrorów.Gdy padł na ziemię(w tle muzyka ze śmierci w Wenecji)do chatki wpadł Pan Sowa
-Wdaliście się w strzelaninę ze SWATEM? Wy debile..- Pan Sowa po raz kolejny potwierdził swą wyższość intelektualną.
Puchacz zdał sobię sprawę że przegiął. Seria z obrzyna goniła Pana Sowę przez pół lasu.
| Autor: Lidia | wtorek, 24 kwietnia 2007 02:00 |












Wirtualne Melton Mowbray
Polski Kościół w Melton Mowbray
Rapid4Me
Przedszkole dla dzieci - Park Lane Nursery
Accident Consulting
TV Sat