UWAGA NA GG
Otaczając się techniką, nabraliśmy złudzeń, że zapewni nam to anonimowość. Tymczasem gdyby nie Internet, być może nigdy nie udałoby się tak łatwo zdemaskować człowieka na odległość. Każda nasza obecność w Sieci, użycie komputera lub telefonu jest jak odcisk palca. Weźmy prosty komunikator internetowy Gadu-Gadu, którym posługuje się już 6 milionów osób. Większość podaje swój numer GG chętniej niż adres e-maila czy numer telefonu – w przekonaniu,że tak jest bezpieczniej.Tymczasem gdyby przez jakiś czas obserwować czyjeś poczynania na GG, można by wysnuć sporo wniosków. Regularność pojawiania się w Sieci zdradziłaby nasz tryb życia. Do myślenia dałby też sposób, w jaki reagujemy na anonimowe zaczepki – o ile w ogóle na nie odpowiadamy. Szczególnie zdradliwe mogą być opisy dodane do numeru GG –często bardzo intymne lub emocjonalne. Zamieszczając je, sądzimy,że tylko znajomi mają nas wpisanych do listy kontaktów. A to nieprawda.
HASŁO SZEFA FBI
Jeśli ktoś sprawdza pocztę elektroniczną poza godzinami pracy i na wakacjach, to jest nietyle pracoholikiem, ile infomaniakiem. 62 procent Brytyjczyków należy do tej kategorii. Co piąty przerwałby spotkanie, żeby odpowiedzieć na SMS-a lub na e-mail. To alarmująca statystyka– stan permanentnego bycia online jest niebezpieczny, obniża iloraz inteligencji i zmniejsza produktywność, tak jak niewyspanie. Dr Glenn Wilson, psychiatra z University of London, który doszedł do tych wniosków, apeluje, by firmy dbały o zrównoważone warunki pracy. Zdaniem dr Moniki Seeley,związanej z Imperial College Management School, nasze skrzynkie-mailowe są jak odcisk palca. Seeley, która wspomaga brytyjskie przedsiębiorstwa w zarządzaniupocztą elektroniczną, wyróżniła cztery typy "e-mailowych osobowości"."Długopisowcy" (mało informacjii mało hałasu) rzadko używają e-maila, bo nie lubią technologii i wolą rozmawiać. Zazwyczaj pracują w zawodach niebiurowych albo w staromodnych biurach. "Śmieciowcy"(mało informacji, ale dużo hałasu) wolą technologię niż ludzi.Pomogą ich rozpoznać niechlujne maile i urwane zdania. "Zawsze online" (dużo informacjii dużo hałasu) uwielbiają technologię, ale dobrze im się pracuje też z ludźmi. Toną w e-mailach,pożądają informacji, z trudem odnajdują potrzebne rzeczy w gąszczu wiadomości. "Rzetelni" (dużo informacji, niewiele hałasu) używają e-maila jako uzupełnienia rozmów. Starannie dobierają adresatów, precyzyjnie układają zdania.Jeżeli haker włamał się do komputera lub skrzynki e-mailowej,to nawet jeśli nic tam nie znalazł, i tak już coś wie o właścicielu.Poznał bowiem hasło, a ono w jakimś stopniu również demaskuje osobowość.Jeszcze 20 lat temu przeciętny człowiek nie musiał pamiętać żadnych haseł, więc nie odzwierciedlał w nich swoich cech charakteru.Rozwój technologii zmusza nas do tego nawet kilka razy dziennie.W badaniu przeprowadzonym przed czterema laty w Wielkiej Brytanii sprawdzono hasła 1200 pracowników biurowych. Okazało się, że prawie połowa stosuje hasła rodzinne: imiona (własne,rodziny, domowych zwierząt) lub przezwiska. "Ci ludzie nie są szczególnie biegli w obsłudze komputera, ale z jakiegoś powodu włączyli go do swojego życia"– wnioskuje prof. Helen Petrie,specjalizująca się w interakcjach między ludźmi a komputerami.Jedną trzecią pracowników przydzielono do kategorii "fanów"– na hasła wybrali znane gwiazdy lub postacie (prowadził David Beckham i Madonna).Sławni ludzie są dla "fanów" bardzo ważni, w przeciwieństwie do użytkowników "skoncentrowanych na sobie", którzy stanowią 11 proc. brytyjskich pracowników biurowych i logują się z użyciem haseł w postaci wulgarnych słów, związanych przeważnie z seksem.
Najmniejsza grupa to "kryptycy"(9 proc.), dla których najważniejsze jest bezpieczeństwo.Ich hasła zawierają więc małe i wielkie litery oraz cyfry i znaki przestankowe – elementy, utrudniające złamanie hasła. "Kryptycy"unikają słów mających sens. To prawdopodobnie grupa ulubiona przez komputerowych administratorów, bo przysparza najmniej kłopotów z odzyskiwaniem danych. Administratorzy przeklinają najczęściej użytkowników ustawiających sobie jako hasło słowo... "hasło". Twierdzą, że stanowią oni jeszcze jedną kategorię– "idiotów". Broni ich psycholog dr Kim-Phuong Vu z California State University. Przypomina, że ludzie mają dziś po pół tuzina numerów PIN oraz haseł do zapamiętania. Właśnie dlatego najczęstszym hasłem jest słowo hasło (w ang. wersji password).Użytkownicy bardziej świadomi ryzyka, związanego z ujawnieniem hasła, deklarują, że nigdy go nie zapiszą. Połowa znich wkrótce więc poprosi o ponowne ustawienie hasła, bo je zapomni.Złamanie takiego spersonalizowanego hasła będzie bardziej bolesne niż rozszyfrowanie kombinacji typu Kj8cV7. Przekonał się o tym Joseph Thomas Colon,konsultant pracujący dla FBI. W 2004 r. wszedł zbyt głęboko w sieć tej instytucji i wydobył z niej hasła szefa FBI, Roberta Muellera.Nie próbował ich sprzedać ani użyć, lecz i tak grozi mu rok więzienia za przekroczenie uprawnień. Znając hasło szefa FBI, człowieka kluczowego dla amerykańskiego bezpieczeństwa,być może wie o nim więcej, niż ktokolwiek wiedzieć powinien.Gdyby nie rozwój technologii i konieczność samodzielnego układania haseł, takie informacje byłyby dostępne jedynie w listach i pamiętnikach.
PRZYZNAWAĆ SIĘ?
Nie trzeba jednak wcale kraść haseł, żeby rozszyfrować internautów.Wystarczy rzut oka na adres e-maila:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
wygląda inaczej niż
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
. Jeśli na oficjalnym dokumencie podamy ten drugi, wypadniemy niepoważnie.A pierwsze wrażenie trudno zmienić.Wiedzy na temat internautów dostarczają też nauki społeczne."O mieszkańcu Polski, który korzysta z Internetu, wiemy, że raczej ma pracę. Takie osoby rzadziej też pracę tracą i mają większą listę kontaktów. Nie są to jednak bliskie przyjaźnie" – mówi dr Dominik Batorski z Instytutu Studiów Społecznych UW.Z "Diagnozy społecznej", którą współtworzył, wynika, że osoby korzystające z Internetu są bardziej zaangażowane społecznie.Głosują w wyborach i referendach,pełnią funkcje w organizacjach, zabierają głos na zebraniach."Polscy internauci, którzy kiedyś spotkali się z kimś poznanym przez Internet, to ludzie mający znacznie więcej przyjaciół i znajomych niż osoby nie zawierające w ten sposób znajomości"– twierdzi dr Batorski.Osoby pracujące przy komputerze statystycznie częściej uskarżają się na różnego rodzaju dolegliwości fizyczne. Wbrew pozorom, nie są to kłopoty ze wzrokiem, ale "łamanie i bóle w całym ciele". Nie skomputeryzowani mogą więc cieszyć się lepszym samopoczuciem. Jednym słowem, nowe technologie nie tylko obnażają naszą prywatność,ale i psują zdrowie. Czemu więc, wiedząc o tym,nie przestajemy z tych technologii korzystać? W obecnych czasach po prostu godzimy się ujawniać więcej na swój temat.Tym łatwiej nam to pewnie zaakceptować,że sami mamy szansę dowiedzieć się w ten sposób więcej o innych.











