Wskutek gwałtownych zmian – prędkości, wysokości, kierunku jazdy – ludzkie ciało poddawane jest działaniu sił, których nie może doświadczyć nigdzie indziej. Chyba że należy do kosmonauty. Obiektywnie patrząc, nie są to doznania przyjemne. Człowiek jest stworzony i przyzwyczajony do pewnego stąpania po ziemi, nie do miotania w powietrzu. Poddany siłom innym niż ziemskie przyciąganie, może poczuć się fatalnie. Mimo to przerażenie i fascynacja wabi do parków rozrywki miliony. Zapinając pasy, oddajemy władzę nad ciałem maszynie, a sami możemy najwyżej krzyczeć ze strachu. Dla tych, którzy lubią się bać, lunaparki są idealnym miejscem na oderwanie się od codzienności. Adrenalina gwarantowana, ryzyko – niewielkie.
KARUZELA SIŁ
Przygodę z lunaparkami zaczyna się zwykle od karuzeli, najpierw tych z wolno obracającymi się konikami, by potem przesiąść się na łańcuchową. Ł a ń c u c h y z krzesełkami zwisają, gdy karuzela stoi, wystarczy jednak, że zacznie się obracać, łańcuchy odchylają się, by w pełni rozpędzone wirować niemal równolegle do ziemi. Zwykle mówimy, że odchylenie to powoduje siła odśrodkowa, choć... taka nie istnieje. Kiedy samochód gwałtownie hamuje, a kierowca lub pasażer nie są przypięci pasami, są wyrzucani do przodu z foteli, jak pod wpływem tajemniczej siły. Mówi się czasem, że działa na nich siła bezwładności, ale przecież – zapytani – nie potrafilibyśmy wskazać jej źródła. Gdybyśmy o opis ruchu zapytali stojącą na poboczu krowę, to okazałoby się, że żadnej tajemniczej siły nie ma: kierowca i samochód początkowo poruszali się razem, a kiedy auto zatrzymało się – kierowca poruszał się dalej. Innym przykładem takiej pozornej siły bezwładności jest siła odśrodkowa, którą możemy zaobserwować w samochodzie czy autobusie, gdy podczas gwałtownego skrętu zarzuca nas w przeciwnym kierunku. I znów tak naprawdę nasze ciała kontynuują bezwładnie swój ruch po linii prostej, a to samochód czy autobus ucieka nam spod nóg. Aby utrzymać się w równowadze, trzeba albo złapać się poręczy w autobusie, albo – w samochodzie – zapiąć pasy. Taką samą rolę w przypadku karuzeli spełniają łańcuchy, na których wiszą siedzenia. Nieustannie przeciwstawiając się naszej bezwładności, powodują ciągłą zmianę kierunku ruchu. Dlatego gdyby łańcuch się zerwał, krzesełko odleciałoby przed siebie, wzdłuż linii stycznej do koła, a nie – jak mogłoby się wydawać – na bok, w kierunku przedłużenia linii łańcucha.
WIRUJE ŚWIAT
Siłę bezwładności można też poczuć w rozmaitych wirówkach. Może to być wirująca coraz szybciej platforma, spychająca ludzi ku brzegom lub rodzaj bębna, w którym siła bezwładności przylepia pasażerów do ścian. Część wirówek pochyla się lub staje pionowo i choć dla bezpieczeństwa ich pasażerowie są przypięci albo zamknięci w przypominających klatkę gondolkach, z fizycznego punktu widzenia to zbędna ostrożność. Wskutek szybkich obrotów na pasażerów wirówek działa siła nawet cztery razy większa od przyciągania ziemskiego, co dla osób ze skłonnością do choroby lokomocyjnej może być fatalne w skutkach. Podobne urządzenia są wykorzystywane przez astronautów do treningów, ponieważ sprawdzają reakcję organizmu na przeciążenia, powstające podczas startu i lądowania. Przeciętny gość parku rozrywki nie ma jednak końskiego zdrowia astronauty. Mission: Space, symulator lotu na Marsa działający od 2003 roku w Epcot w Orlando, został wyposażony w podręczne torebki, z których można skorzystać w razie nudności. Ponieważ dwie osoby zmarły po jego odwiedzeniu (przyczyną były niezdiagnozowane wcześniej choroby), dziś można również skorzystać z wersji light, w której wirówka nie jest wykorzystywana. Przeciążenia w wersji oryginalnej nie są wprawdzie większe niż na innych atrakcjach (2,5 razy większe od ziemskiego), ale trwają stosunkowo długo, ponad pół minuty.











